Femininity is a force

d2

Warsztat Pracy to poznańska marka oraz samowystarczalne miejsce, które powołały do życia Dominika Perz i Magda Vencken. Samowystarczalne, bo w Warsztacie od A do Z powstają ubrania, bez pośredników, powoli i cierpliwie – dosłowne slow fashion! To tutaj projektują, kroją i robią nadruki. Również w tym miejscu opowiadają co kryje się za ich pracą – wspólnej pracy, inspiracjach, obawach i kobietach.
www.warsztatpracy.pl

Rozmawiała: Katarzyna Rosicka, zdjęcia: Warsztat Pracy

Skąd pomysł, aby modelki na niektórych waszych zdjęciach miały zasłonięte włosami twarze?

Magda: Mamy dosyć zdjęć w gazetach, gdzie modelki są tak piękne, że właściwie nie wiadomo na co patrzeć. Od początku wspólnej pracy mówiłyśmy, że nie chcemy robić ciuchów dla nastolatek. Osoba nosząca sukienkę z Warsztatu Pracy, to była dla nas zawsze dziewczyna powyżej dwudziestego roku życia. I to w zasadzie się potwierdza. Nasze ubrania noszą babki w średnim wieku, ok. 35 – 50 lat. Wiemy, że to świadome kobiety. Rzeczy warsztatu pracy są trochę romantyczne, ale z drugiej strony surowe – przynajmniej my na nie tak patrzymy projektując.

Mika: Nie chcemy wpisywać się we wszystko co istnieje na rynku, jesteśmy też trochę przekorne i mimo, że zdajemy sobie sprawę z tego, że lepiej sprzedają się rzeczy pokazane na pięknychm młodych kobietach, chcemy trochę od tego uciec i marzy nam się sesja ze znacznie starszymi modelkami!

Kto nosi Warsztat Pracy?

Magda: Na pewno wśród grona naszych klientek są osoby, dla których bardzo ważny jest świadomy wybór tego co noszą – zwracają uwagę na to, gdzie i w jaki sposób powstało ich ubranie.

Mika: Właściwie często są to osoby związane z kulturą, albo takie, które chcą bardziej podkreślić swój styl lub się wyróżnić – po prostu indywidualistki. Bo nie każdy chce nosić bakterie! (śmiech). To też nie są rzeczy dla każdego, ale o to nam właściwie chodzi. Nie tworzymy ubrań dla wszystkich.

W czym przejawia się ta wasza romantyczność?

Mika: Mówiąc ogólnie, obie mamy romantyczną osobowość, ale jesteśmy też czasem „niegrzeczne” i mamy strasznie nieprzyzwoity dowcip, prawda? (śmiech).

Magda: Pomimo tego, gdy czytałam wczoraj córce książkę „Mała Księżniczka”, i moja córka płakała, mnie też się głos łamał.

Każda działalność jest wypadkową tego co cię kiedyś ukształtowało lub ukierunkowało. Czego wypadkową jest Warsztat Pracy, co się za nim kryje?

Magda: Ja do końca nie zdawałam sobie sprawy, ile stoi za tym wszystkim! (śmiech). Znamy się więcej niż 10 lat. Poznałyśmy się, gdy Mika jeszcze studiowała, a ja pracowałam jako fryzjer. Przepracowałam w tym zawodzie wiele lat i po prostu zmęczyło mnie to. Zawsze bardzo interesowałam się modą, wnętrzami, designem. Fascynowało mnie to, jak wszystko się ze sobą łączy i jest od siebie zależne – to z jakiej pijesz filiżanki, jaką nosisz sukienkę, słuchasz takiej a nie innej muzyki, w takim a nie innym wnętrzu. Mika uczyła mnie rysunku modowego, dużo rozmawiałyśmy. W pewnym momencie miałam bardzo sprzyjający czas w życiu i postanowiłam coś zmienić. Zanim powstał Warsztat, była Mambaczarna – szyłam ubrania bez nadruków, głównie na zamówienie. Nasze prace spotkały się w momencie, kiedy wymyśliłam drukowane taśmy do ciuchów, jako wykończenie, które wszywałam od spodu. Chciałam, żeby otwierając rzecz, która z zewnątrz jest prosta, czasem elegancka, w środku była pięknie wykończona, a czasem nawet mocno pojechana. I tak w plisowanych sukienkach o bardzo prostym kroju, które szyłam, od spodu były wszyte taśmy z nadrukowanymi pistoletami, albo jakaś inna mała prowokacja.

Mika, studiowałaś grafikę warsztatową, i pewnego dnia postanowiłaś otworzyć pracownię?

Mika: Tak, skończyłam studia graficzne, pracownię sitodruku u prof. Pawłowskiego. Na początku robiłam grafiki – serigrafie,       z czasem zaczęłam produkować też pocztówki, pod nazwą Headmade, które nadal staram się drukować, jednak teraz mam niestety coraz mniej czasu. Zawsze lubiłam eksperymentować z różnymi podłożami. Na studiach poza drukiem na papierze, jedną z prac drukowałam na ścianie. Wykonywałam też grafiki na betonowych stolikach, które sama wylewałam.

Teraz zajmujesz się projektowaniem i drukowaniem wzorów na ubrania, które uszyje Magda. Skąd roślinne inspiracje?

Mika: Akurat roślinne wzory związane są z moimi wypadami szkolnymi, na które jeżdżę czasem z dziećmi ze szkoły Montessori, w której pracuję. Prowadzę tam zajęcia plastyczne. Na tych wyjazdach Pani przyrodniczka opowiada o różnych roślinach, które mają dość nietypowe nazwy, jak np. sumak octowy, jastrzębiec kosmaczek, kuklik zwisły. Najpierw miałam pomysł, żeby zrobić te wszystkie osobliwe roślinne wzory, poniekąd po to, by utrwalić sobie ich nazwy, ale koniec końców, powstały pojedyncze motywy, które zaczęłyśmy drukować na ubraniach. Tak powstał nadruk mniszka lekarskiego, który znalazł się na sukience przeciwzawałowej.

Sukienka przeciwzawałowa?

Mika: Taka powstała. Mniszek lekarski, czyli mlecz, korzystnie wpływa na pracę serca, stąd nazwa. We dwie zawsze mamy pomysły, które rosną. Zresztą tak było przy bakteriach (wzór na sukience). Pomysł zrodził się po rozmowie ze znajomym o eukariontach. Postanowiłam zrobić wzór z prekariontem. Jest tak abstrakcyjny, że można go traktować na różne sposoby. Zaraz po tym nasunęło nam się hasło: zaraź się bakterią. Jak myślimy o tym nadruku, potwierdza się, że ubranie z tym motywem nie jest dla każdego.

Warsztat pracy, to nie tylko nazwa marki, ale prawdziwe miejsce w którym teraz siedzimy: warsztat sitodruku, pracownia konstruktorska i krawiecka. Przychodzicie tutaj jak do pracy?

Mika: W jakimś sensie tak, choć nie jest to jednoznaczne do określenia. To co robimy sprawia nam ogromną przyjemność. Własna pracownia sitodruku w pełni wyposażona, zawsze była moim marzeniem. Dodatkowo mieszkając 3 min. stąd, staje się ona jakby drugim domem. Gdy robisz to co lubisz, zaciera się granica między pracą a przyjemnością, a praca staje się przyjemnością. Oczywiście nie zawsze jest tak różowo, gdy mamy dużo zleceń, brakuje czasu, tworzy się ciśnienie, wtedy możemy poczuć się jak w typowej pracy.

Magda: Ja lubię to rozgraniczać. W domu mam inne, domowe obowiązki, a tutaj lubię mieć tylko pracę. Praca jednak daje mi satysfakcję. Nie jestem typem tylko domownika, muszę wyjść z domu i realizować swoje pomysły, czerpać przyjemność z tego co robię. Tych pomysłów jest naprawdę dużo, chociaż teraz brakuje czasu, żeby wszystkie je realizować.

Mika: Sitodruk, tak jak szycie i konstrukcja ubrań, jest wymagające. Drukowanie na materiałach mocno różni się dla mnie od druku na papierze. Bywa zaskakujące. Czasami, zmieniam koncepcję i zaczynam bawić się kolorami, to powoduje, że każdy nasz produkt jest nieco inny, przez to niepowtarzalny. Zabawne jest to, że ja dostrzegam mankamenty w mojej pracy, których nie widzi Magda i odwrotnie.

Magda: To wynika z tego, że obie staramy się być perfekcyjne. Pani Małgosia, która pomaga mi w szyciu mówi czasem, że wymyślam tyle, że tu się nie da normalnie pracować! (śmiech). Dużo czasu poświęcam na stworzenie odpowiedniego fasonu. Staram się, żeby krój z jednej strony był nietypowy, z drugiej, żeby był ubraniem dla kobiety i podkreślał jej atrybuty. Odchodzę czasem od typowych rozwiązań krawieckich, uważam że wszystko da się zrobić.

Mika: W naszej pracy chyba najważniejsze jest to, że rzeczy, które robimy powstają w jednym miejscu od początku do końca. Nie zlecamy, żadnej rzeczy – nawet metki drukujemy ręcznie. Magda tutaj robi konstrukcję, kroi materiał, Pani Małgosia szyje, a ja mam całe zaplecze przygotowane do sitodruku. Każde opakowanie, kartka czy papierowa metka jest wykonana przeze mnie.

Magda: Dlatego nasze rzeczy są w pewien sposób bezkonkurencyjne na tle tzw. młodych polskich marek, które wszystkie te rzeczy zlecają: szycie do szwalni, opakowania i pocztówki drukarni, zatrudniają konstruktora odzieży. Nie możemy z nimi konkurować, bo jesteśmy w stanie zrobić ograniczoną, właściwie tylko naszymi siłami i czasem, ilość ubrań.

Czy to, co robicie traktujecie z myślą o kimś, czy z myślą o sobie? Jak wygląda proces powstawania ubrań?

Mika: Myślę, że możemy na to patrzeć z jednej i drugiej strony. Przez naszą pracę realizujemy się, ale myślimy też, czy to się komuś innemu spodoba.

Magda: Cały proces powstawania jest dość trudny. Zaczynając mamy konkretne założenia, ale dopiero gdy powstanie prototyp, możemy określić czy one były słuszne. Kiedy Mika zrobi nadruk na tkaninie, czasem okazuje się, że kolory nie do końca nam jednak odpowiadają, albo wychodzi coś zupełnie innego, co wygląda naprawdę super i daje zaskakujący efekt.

Mika: Sitodruk na tekstyliach bywa nieprzewidywalny, zwłaszcza gdy drukuje się laserunki, jak w przypadku bakterii. Z jednej strony jest to bardzo przyjemne, gdy nie do końca wiesz czego można się spodziewać. Z drugiej strony czasami muszę działać trochę wbrew przyjętym zasadom druku, żeby uzyskać efekt jaki sobie wymyśliłam.

Magda: Zanim powstanie jedna skończona rzecz, dużo się w trakcie szycia, czy drukowania zmienia w naszych głowach. Czasem pomysł determinuje materiał – wybieramy go wspólnie. Mamy podobny klimat, to są decyzje, które wychodzą naturalnie, bez napięć i zgrzytów. W wielu rzeczach się zgadzamy.

Mika: Na początku rysujemy i pokazujemy sobie to, co nam siedzi w głowie. Wspólnie decydujemy o tym co robimy. Magda przygotowuje krój np. sukienki, ja w tym czasie projektuję wzór. Mam duże zaufanie do Magdy, jeżeli chodzi o materiały. Jednak przy wyborach każda z nas dorzuca coś ze swojej działki.

Jak określiłybyście wasze rzeczy?

Mika: Nasze rzeczy są proste, ale samo wykonanie tych ciuchów, jest dosyć skomplikowane.

Magda: Chyba taka jest reguła, że proste rzeczy wcale nie są takie proste – są wymagające. Żeby wszystko było proste i nieskomplikowane, musi być przemyślane i dopasowane, co wymaga dużego wysiłku, skupienia i pracy.

Magda, w jednym z wywiadów z Tobą powiedziałaś, że lubisz kobiecość. Waszym zdaniem te rzeczy są kobiece?

Magda: Myślę, że są. Są kobiece i       romantyczne, ale nie w takim rozumieniu przaśnej kobiecości, której nie lubię. Nie chodzi nam o dekorowanie.

Mika: Pomimo wyrazistych nadruków, te rzeczy nie są przegadane. Nie lubię przebrań w modzie.

palmyczarnedługieplener

Przebrań w rozumieniu, że coś jest modne?

Mika: Nie lubię modnych ubrań. Lubię gdy ubranie jest kobiece, trochę eleganckie, ale też na luzie, lubię też elementy przełamujace, niepasujące do reszty. Nie zbyt dużej ilości dodatków, takiego przerysowania, które nie wynika z pomysłu tylko z przypadku i w efekcie wydaje się być przebraniem.

Magda: Zgadzam się. Muszę się w czymś dobrze czuć, więc robimy takie ciuchy, które możesz nosić, mimo wszystko na co dzień, albo na luźne wyjścia. Chociaż płaszcz z irysami jest pojechany… ale on jest na wyjścia na plażę o zachodzie słońca… (śmiech). Lubię patrzeć jak leżą ubrania na innych. Często proszę Mikę, albo Panią Małgosię, które są kompletnie różne fizycznie ode mnie, żeby coś przymierzyły i wtedy widzę, że na obu sukienka dobrze wygląda i dobrze leży. Podoba mi się to – nie jest łatwo do tego dojść.

W takim razie czym jest dla Was kobiecość?

Magda: 70 F! (śmiech)

Mika: Magda jest uosobieniem kobiecości!

Ale czy kobiecość to tylko fizyczność?

Mika: Oczywiście, że nie. Do końca nie czuję się kobieco. Czuję się bardziej dziewczęco i w tym sensie mam problem z tradycyjnie postrzeganą kobiecością. Dla mnie nasze rzeczy są taką przełamaną kobiecością. Ich surowy klimat daje to przełamanie.

Magda: Tylko wiesz, że kobiecość to nie dorosłość. To są dwie różne rzeczy…

Mika: ale mimo wszystko, to mi się tak kojarzy… Na mnie tata przez pół mojego życia mówił „Jachu” i jak ja mam się czuć kobietą? (śmiech) Kobiecość w obecnych czasach jest siłą. Kobiety coraz częściej stają w jednym szeregu z mężczyznami. Mi się podoba taka kobiecość trochę z jajami, albo z jednym jajem. Ładnie ubrana ale z siniakiem na udzie. Nie lubię jednoznaczności, lubię gdy kobieta ma w sobie mały pierwiastek męski, a mężczyzna kobiecy. Wówczas się różnią, ale potrafia się zrozumieć.

Magda: To jest bardzo intymne pytanie. Teraz kobiecość oznacza, że musisz mieć czasami wąsy, żeby przetrwać. Jednak lepiej nie pokazywać, że wszystko potrafisz zrobić. Czasami lepiej być bardziej tą bezbronną kobietą. Jak jesteś kobietą z jajami i wszystko zrobisz sama, to później to wszystko spada na ciebie. Wiesz, dla mnie kobiety takie w pełni wyemancypowane błędnie myślą, biorąc wszystko na swoją głowę. Widzę to w innych krajach, wysoko rozwinietych, gdzie kobiety są bardziej niezależne. Ta różnica pomiędzy płciami, zaczyna się zacierać. Nie wiem czy to takie dobre, szczególnie dla kobiet. Uczyłam mojego męża (Holendra), że w Polsce kobiety przepuszcza się pierwsze w drzwiach. A potem zupa była za słona… (śmiech)

Mika: na ogół skrajności nie są dobre.

Co znaczy, że nie możesz pokazać wszystkiego? Nie możesz przybić gwoździa do ściany, bo już zawsze będziesz przybijać te gwoździe?

Magda: Trochę tak. Moja babcia mówiła, że kobieta musi być trochę „nad” facetem, chociaż on wcale nie musi o tym wiedzieć.Pewnie wynikało to z czasów kiedy była młoda w których kobiety nie były często partnerkami dla mężczyzn.To nie znaczy ,żę nigdy nie przybijała gwozdzi. Nie możesz facetowi zabrać wszystkich jego atrybutów, trzeba im coś zostawić…My z moim mężem tworzymy związek partnerski.Jednak ja nigdy gwoździ nie przybijam. I to mi się podoba.Wolę sadzić kwiatki i wyrywać chwasty w ogródku. Lubię być zadbana, mieć ładny stanik – te atrybuty kobiecości są ważne i możemy z nich korzystać. Jestem estetką w każdym względzie, również gdy dotyczy to mojego ciała.

Mika: Pod tym kątem jesteśmy inne. Moja profesja, czyli sitodruk, jest „brudna” i w pewnym sensie niekobieca. Pierwsze lata studiowania były dla mnie trochę ciężkie, bo jednak męczyło mnie np. czyszczenie kamieni na litografii, czy drukowanie dużych formatów stojąc na stole drukarskim lub drukowanie na ścianie. Na studiach zawsze było więcej dziewczyn, ale koniec końców proporcje się odwróciły – większość facetów zostało na uczelni. Kiedy drukuję, poniekąd taplam się w farbach, działam bardziej ekspresyjnie, jak większość kobiet, które przychodzą do nas drukować. Myślę, że faceci pewnie robili by to inaczej. Mój chłopak na pewno opracowałby uporządkowany i zorganizowany system – ułożył by farby, wszystko najpierw przemyślał. Kiedy przychodzi do mnie ktoś drukować, lubię obserwować jak różni się męski i kobiecy sposób pracy.

To o czym mówicie skojarzyło mi się z tą sukienką, o której mówiła Magda – z zewnątrz jest prosta i powiedzmy, romantyczno-dziewczęco-kobieca, a pod spodem wykończona jest taśmą z pistoletami. Wydaje mi się, że to jest punkt, który może być metaforą waszej pracy. Jest taki zadzior, którego nie widać na wstępie, ale który jest od podszewki.

Tak, dokładnie. My nie jesteśmy takie słodkie kobietki na jakie wyglądamy.